Kto jest on-line: AlexCie
 
 

Wykresy w telefonie Cell

m.28dni.pl (iphone, android)
 
 

Szybka pomoc!

Coś sprawia Ci trudność, nie rozumiesz opcji? Napisz do pomocy 28dni lub eksperta.

 
 
 
 
 

Którą metodę wybrać i dlaczego tak niewiele o nich wiemy? 03 Luty 13:06

 

Metoda objawowo-termiczna powszechnie stosowana na 28dni to zjawisko większości polskiego społeczeństwa raczej obce. Ze mną też tak było – jeszcze trzy lata temu żyłam w głębokiej nieświadomości, że przy pomocy termometru, oczu i własnych dłoni mogę precyzyjnie określić, co się dzieje w moim układzie rozrodczym. Dlaczego nikt mnie tego nie nauczył w domu, w szkole, na religii, na biologii, u lekarza – nie mam pojęcia, ale do 22 roku życia nie spotkałam się nigdy z najmniejszą nawet wzmianką o metodzie objawowo-termicznej. Jak już wreszcie przypadkiem natrafiłam na nią w Internecie, byłam z jednej strony olśniona i zafascynowana własnym układem rozrodczym, a z drugiej wściekła i smutna, że nie wiedziałam o tym wszystkim wcześniej. W życiu jednak nic się nie dzieje bez przyczyny i lepiej późno niż wcale odkryć swoją życiową pasję, a potem pisać o tym na blogu ;)

Skoro samo istnienie metody objawowo-termicznej jest dla większości tajemnicą, tym bardziej zaskoczeniem jest fakt, że metod tych rozróżniamy co najmniej kilka. Którą metodę wybrać i czym się od siebie różnią to najczęstsze pytanie, jakie dostaję od początkujących samoobserwatorek. Napiszę więc i tutaj to, co zwykle wtedy odpowiadam. Otóż, ważniejsze jest samo zdecydowanie się na konkretną metodę niż to, którą się wybierze. Roetzera, Kippleyów, angielska, niemiecka, polska – wszystkie opierają się na obserwacji tych samych objawów, a różnią wyłącznie oznaczeniami i szczegółami w interpretacji. Żadna metoda nie jest łatwiejsza, skuteczniejsza czy bardziej nadająca się do starań. Najistotniejsze jest, by porządnie nauczyć się jednych zasad i ich się trzymać. Najpowszechniejsze są u nas angielska i Roetzera (ja uczę tych dwóch właśnie). Do metody Kippleyów są bardzo dobre podręczniki i materiały do nauki samemu (tej nie mogę uczyć, bo tu nauczycielami mogą zostać tylko małżeństwa ;). Coraz popularniejsza robi się metoda niemiecka, jako że posiada najbardziej aktualne badania skuteczności oraz jest oczyszczona z ideologii.

Do wyboru do koloru jak widać. Nie trzeba dogłębnie poznawać każdej metody zanim się wybierze. Tak jak pisałam, warto po prostu wybrać jedną, nawet losowo. A potem, jak już jednej metody się nauczymy, na dobre zainteresujemy tematem, warto zgłębić wiedzę, zobaczyć, co proponują inne metody. Takie jest przynajmniej moje zdanie, ale jak zwykle spytam, co Wy sądzicie na ten temat i skąd pochodzi Wasza wiedza o metodzie objawowo-termicznej i jej różnych obliczach? Która metoda Wam najbardziej odpowiada? Czekam na komentarze :)

Cynosia, ekspert

 
Komentarze
  • NovemberRain 03 Luty 13:29

    Linki odnośnie met. angielskiej i Rotzera są kulawe - przenoszą na "pages not found". Moim pierwszym źródłem wiedzy o NPR były nauki przedmałżeńskie, później zielona książeczka dr Wójcik o met. Rotzera. Później - sam Rotzer, książka Kramarek, książka od niemieckiej :) Dobrze się czuję z met Rotzera, dzięki niej mogę uważać się za eksperta od własnego ciała ;)
  • Amazonka 03 Luty 13:33

    Miałam b. podobne odczucia po przeczytaniu podręcznika Rotzera: - zaskoczenie, że nasz organizm tak czytelnie działa, co możemy wykorzystać w praktyce, - rozżalenie z powodu tylu lat bycia oszukiwanym i trzymanym w niewiedzy. Wg mnie wszystkie metody rozpoznawania płodności są równie naukowe oparte na biologii i oczyszczone z ideologii.
  • 30kasianap 03 Luty 13:38

    Ja za to stosuje metode Rotzera, była ona dla mnie naj mniej skomplikowana, jak również w zrozumieniu jej pomogla mi jedna z przyjaciółek tu na 28 dni - Amazonka :) za co bardzo jej dziekuje :) obecnie również próbuję dodatkowo dokształcić sie pomocniczo w metodzie Billingsa...dzieki samoobserwacji teraz moj organizm i płodność nie stanowią dla mnie zagadki :)pozdrawiam...
  • siciurynka 03 Luty 13:48

    Ja wybrałam Kippleyów, trochę na chybił trafił, a trochę dlatego, że wiedziałam, że ta metoda jest w jakiś tam sposób związana z pożyciem małżeńskim po chrześcijańsku ;) Kupiłam podręcznik, przeczytałam, od razu zanalizowałam swoje wykresy i ot, cała filozofia :) I żyję sobie spokojna o swoje zdrowie.
  • FemmeFatale 03 Luty 14:02

    Co to znaczy, że metoda niemiecka jest oczyszczona z ideologii? Wszystkie metody są związane z pewnymi ideałami, tak jak prawie wszystko na tym świecie.
  • Diamond 03 Luty 14:10

    "Roetzera, Kippleyów, angielska, niemiecka, polska – wszystkie opierają się na obserwacji tych samych objawów, a różnią wyłącznie oznaczeniami i szczegółami w interpretacji" wiec nie rozumiem po co wybierac jedna konkretna??? sa dziewczyny ktore wiedza jak rozpoznac swoja plodnosc i nieplodnosc bez teorii dlatego pozostaja przy metodzie "wlasnej" Dlaczego niektore staraja sie im na sile wcisnac (bo nie delikatnie zachecic) nauke konkretnej metody??? Dlaczego dla niektorych metoda "wlasna" to metoda zadna??? przeciez polega na tym samym co pozostale czyli na obserwowaniu objawow swojego organizmu...
  • Tabaluga 03 Luty 14:34

    Diamond - czy możesz podać, jakimi kryteriami kierujesz się analizując wykres wg metody własnej? Jak traktujesz skok temperatury - musi być po szczycie śluzu/szyjki czy niezależnie od niego? Jak traktujesz pojedynczą temperaturę, która już po skoku spadnie poniżej linii pokrywającej - olewasz i liczysz dalej czy odliczasz wszystko od nowa zaczynając od kolejnego dnia? Jak wyznaczasz niepłodność przedowulacyjną - z doeringa, sześciu dni, ostatniego dnia suchego, a może odejmujesz od najkrótszego cyklu z ostatnich 12tu 20/21 dni? A może jeszcze jakoś inaczej? Tu właśnie jest problem - 28dni wprowadza niestety wiele dziewczyn w błąd dając im do wyboru pseudometodę, która nie ma ani jednej zasady interpretacji, która nie została nigdzie opisana ani zbadana, w której brak choćby zasad prowadzenia obserwacji markerów płodności. Są dziewczyny, które stosując "metodę" własną mierzą sobie temperaturę po kilka razy dziennie i to tylko powoduje ich skołowanie, bo taki pomiar jest niewiarygodny. Brak instruktażu powoduje tylko i wyłącznie bałagan lub daje możliwość interpretacji na zasadzie "co mi w duszy gra", a nie jak wyznaczają płodność i niepłodność konkretni naukowcy (którymi dziewczyny tu się logujące nie są :/ ).
  • Diamond 03 Luty 15:01

    Tabaluga - Wlasnie o to chodzi ze ja nie kieruje sie wyznaczana TEORIA. Szczytami sluzu, szyjki itp. Zdazylam zaobserwowac na swoich wykresach ze po skoku temperatura spada dopiero na @, faza lutealna zawsze jest tej samej dlugosci, nieplodnosc przedowulacyjna jak i poowulacyjna zauwazam po zmianie sluzu na lepki. Czy to nie wystarczy zeby uniknac ciazy badz w nia zajsc??? Metoda jak najbardziej praktyczna... Co innego jak ktoras z dziewczyn ma wykres kazdy inny...
  • Eda 03 Luty 15:34

    Wszystko co wiem o NPR pochodzi od 28-dniowych przyjaciółek ;) Puki co, ta wiedza mi w zupełności wystarcza :)
  • Tabaluga 03 Luty 15:57

    Diamond - Fajnie że nie kierujesz się teorią, bo takowej nie ma, metody objawowo-termiczne opierają się na badaniach oraz praktyce i z niej wywodzą zasady obserwacji i analizy. "Zdazylam zaobserwowac na swoich wykresach ze po skoku temperatura spada dopiero na @" - To nie ma związku z rozpoznaniem płodności. Co najwyżej, podpowie Ci, kiedy nadchodzi @. "faza lutealna zawsze jest tej samej dlugosci" - j/w. "nieplodnosc przedowulacyjna jak i poowulacyjna zauwazam po zmianie sluzu na lepki" - tzn? Jak tylko stanie się lepki to jesteś płodna? Czy niepłodna? Od razu? Po kilku dniach? Skąd ta pewność? Nie zostało to przez nikogo potwierdzone naukowo, to tylko Twoje przeczucie i może zawieść. Jeśli się starasz to pal sześć, najwyżej przegapisz owulację i będzie trzeba próbować ponownie. Ale jeśli się nie starasz, to możesz zajść w nieplanowaną ciążę. Takie postępowanie nie ma nic wspólnego z ustalaniem kiedy jest się płodną a kiedy nie wg NPR, dobrze jest mieć tego świadomość.
  • Diamond 03 Luty 16:05

    Tabaluga - Owszem ma zwiazek bo wtedy kiedy jest faza lutealna sa dni nieplodnosci poowulacyjnej i zmiana sluzu na lepki :)) przy sluzie lepkim ni cholery w ciaze sie nie zajdzie, wtedy wlasnie mozna wspolzyc jezeli nie chce sie zajsc w ciaze... z reszta nie bede z toba dyskutowala na ten temat bo widze ze Ty akurat jestes jedna z tych osob ktore probuja na sile wciskac konkretna metode.
  • Pusiak 03 Luty 16:10

    Ja stosuję Roetzera :) Generalnie była to pierwsza metoda objawowo-termiczna o której usłyszała i przeczytałam, więc niejako wybór był dla mnie naturalny :) A teraz tylko zgłębiam wiedzę :)
  • camerondiaz 03 Luty 16:22

    Dlaczego tylko małzenstwa moga uczyc metody Kippleyów?
  • Tabaluga 03 Luty 16:23

    Diamond - niecała faza lutealna jest niepłodna. Jest w niej zawsze 2-3 a nawet więcej dni płodnych i to bardzo płodnych. W zależności od tego gdzie ustalamy jej początek. To raz. Dwa - w śluzie lepkim plemniki żyją do 3dni :D Czemu nie chcesz dyskutować? Zwykle nie chcą dyskutować osoby, którym brak argumentu lub które czują się obrażane (chyba tak się nie poczułaś?). Nigdzie nikogo do niczego nie zmuszam, natomiast koryguję pewne błędne przekonania, które w materii tak ważnej jak wołanie (bądź nie) na świat dziecka, mogą mieć opłakane skutki. Stoję na stanowisku bliskim Cynosi - że nie jest tak bardzo istotne, którą metodę wybieramy, ale jak się już zdecydujemy to warto się tego trzymać, bo diabeł tkwi w szczegółach. Umieszczenie na portalu możliwości korzystania z "metody" własnej jest pewną nieuczciwością ze strony autora serwisu, gdyż takowa nie istnieje. Dziewczyny tu wchodzą, widzą że jest do wyboru taka metoda, a tak na prawdę są oszukiwane i jeszcze za to płacą :/ .
  • MagdaBR 03 Luty 16:29

    Diamond jestem ZA.Ja tez jestem takiego zdania.Mierzyłam te temperatury itp bo chciałam zajśc w ciążę i nic mi to nie pomogło aż w grudniu dałam sobie spokój i mam już swoja upragniona fasolkę :-) Obserwowałam tylko i wyłącznie śluz. Pozdrawiam
  • Diamond 03 Luty 17:08

    Tabaluga - Jezeli sluz sie zmienia na lepki pierwszego dnia skoku temperatury co wyznacza rowniez faze lutealna to dni sa juz nieplodne... plemniki moze i zyja w lepkim 3 dni, ale nie sa wstanie przy takim sluzie dotrzec do uwolnionej komorki jajowej. Argumentu mi nie brak, poprostu nie chce mi sie prowadzic juz tej dyskusji z Toba bo widze ze jestes "madrzejsza" i Tobie sie nie wytlumaczy tego co chcialam tu przekazac...
  • Fiufiu 03 Luty 17:37

    Stosuję niemiecką i jestem bardzo zadowolona, czytelna, "prosta w obsłudze" i mam do niej bardzo mądry podręcznik. Rozumiem, o czym pisze Cynosia, móiąc, że jest "oczyszczona z ideologii", nie mówi się tu o "pożyciu małżeńskim" itp., suche fakty i medycyna.
  • Irlandia 03 Luty 18:17

    "Tabaluga - Jezeli sluz sie zmienia na lepki pierwszego dnia skoku temperatury co wyznacza rowniez faze lutealna to dni sa juz nieplodne… plemniki moze i zyja w lepkim 3 dni, ale nie sa wstanie przy takim sluzie dotrzec do uwolnionej komorki jajowej." Nic bardziej błędnego - badania naukowe dowodzą, ze po dniu szczytu i skoku temperatury jest spore prawdopodobieństwo zajścia w ciążę. Wynika to z prostego faktu, ze obserwowane objawy wcale nie są w 100% skorelowane z owulacją i fakt wystąpienia szczytu śluzu nie oznacza wcale, że jest już po owulacji, bo moze do niej dopiero dojść. Radzę Diamond byś jednak przejrzała podręcznik do metody niemieckiej, gdzie wszystkie te zależności są pięknie opisane. Generalnie - jako odkładająca - nie polecam współżycia po pierwszego dnia po szczycie śluzu, jeśli nie starasz się o dziecko.
  • Diamond 03 Luty 18:25

    tak Irlandio ale mialam na mysli moje cykle i wykresy... ja owulacje mam przed skokiem temperatury, to wiem napewno bo towarzysza mi przy tym bole... wiec po owulacji w ciaze nie zajde, do tego z moim skapym i lepkim juz po skoku sluzem...
  • Tabaluga 03 Luty 18:31

    Diamond - pierwszego dnia po skoku nawet przy lepkim śluzie są jeszcze szanse na ciążę i to niemałe. Śluz gorszej jakości nie zabezpiecza w 100% przed przedostaniem się plemników, nie ma czegoś takiego jak śluz niepłodny. To jest zresztą dobry przykład na to, że wiele (choć pewnie nie wszystkie) spośród osób stosujących "metodę" własną ma na temat kobiecej płodności wiedzę "piąte przez dziesiąte", coś tam kojarzy, ale nie do końca. Z takim podejściem można się kiedyś zdziwić. :/ Warto dowiedzieć się z pewnego źródła, jak to jest z tymi dniami płodnymi i niepłodnymi, bo inaczej powtarza się błędne opinie nie mające nic wspólnego z faktami, a materia, jak pisałam, jest poważna.
  • Tabaluga 03 Luty 18:42

    Diamond - dopóki nie stwierdzisz na monitoringu, to nie wiesz, kiedy masz owulację. Nawet ból o niej nie świadczy, on mniej więcej pokazuje okres, w którym ona może wystąpić ale nie jest pewnym objawem, nie można się na nim opierać. Co więcej, w każdym cyklu może być inaczej, raz owu przed skokiem, raz w dniu skoku, raz jeszcze kiedy indziej - zawsze w okresie potencjalnej płodności, ale nie zawsze w ten sam dzień.
  • Diamond 03 Luty 19:21

    z tym ze kazdy organizm jest inny, dlaczego moj musi byc ksiazkowy bo tak wykazuja badania naukowe i akurat pierwszego dnia skoku, ze sluzem lepkim moge jeszcze zajsc w ciaze?... troche czasu juz siebie obserwuje i wiem kiedy mam dni plodne i nieplodne... moze nie mam potrzeby i checi (jak rowniez niektore z dziewczyn na 28dni) uczenia sie jednej, konkretnej metody i jezeli chce zostac przy swojej metodzie "wlasnej" to dlaczego to musi byc dyskryminowane? Nic nie daje 100% pewnosci przed niechciana ciaza. Wszedzie moze trafic sie tzw. wpadka, nawet w NPR.
  • Irlandia 03 Luty 20:14

    Sama wskazujesz na to, że ZAWSZE masz owulację przed skokiem. Skąd takie przekonanie? Przecież co cykl nie robisz monitoringu. Wiele z nas tutaj obserwuje się nie od dziś i podejrzewam, że równie wiele nie zaryzykuje stwierdzenia, że ma owulację ZAWSZE wtedy a wtedy. Pytasz, o ksiązkowy organizm - sama siebie w taką ksiązkowość wtłoczyłaś swoim stwierdzeniem. W MRP nie chodzi o bezwzględną wiedzę kiedy jest owulacja, to ani starającym ani odkładającym nie jest do niczego potrzebne. Metody te dają pewną względność związaną właśnie ze ZMIENNOSCIĄ organizmu kobiety. MRP nie opiera się na obliczeniach ale na fizjologii i tylko dowody na sprawdzalność są w liczbach, w dodatku takich, z którymi trudno dyskutować. Według mnie " własna" jest o tyle trudna, że nikt poza Tobą jej nie zna, zatem, gdy masz wątpliwości nikt Ci nie pomoże. Skoro tutaj nie potrafisz wskazać czym kierujesz się, oznaczając coś na wykresie to tym bardziej nie będziesz potrafiła wyjaśnić tego przy wątpliwościach. Mam propozycję - ponieważ komentarze pod notatką powinny dotyczyć samej notatki, zapraszam pod mój wykres - zawsze otwarty - do kontynuowania dyskusji pod nim właśnie, chyba, że autorce szanownej nie przeszkadza wymiana opinii tutaj. :)
  • siciurynka 03 Luty 20:17

    Oj, spieracie się, jakby było o co. W sensie, chodzi mi o to, Diamond, że którakolwiek z metod jest tak prosta jak pstryknięcie, więc wielkiej krzywdy sobie nie uczynisz przyswajając sobie jedną metodę. A twój, jak to opisujesz, idealny organizm, może się któregoś dnia rozregulować i co wtedy? Zero seksu? Seks z ewentualną ciążą? Tego Twoje obserwacje nie uwzględniają i właściwie, w istocie Twojej metody własnej jest dużo z tzw. "Kalendarzyka" (skoro tak było w poprzednich cyklach, to w tym też tak będzie). A w podręcznikach NPR jest opisane, jak traktować różne odstępstwa, co może być objawem płodności, a co nie koniecznie. Spróbuj, to nie boli.
  • Amazonka 03 Luty 20:18

    Diamond, nawet na 28dni są poczęcia mimo występowania tylko śluzu gorszej jakości. Daleko nie trzeba szukać, aby znaleźć dowód, że to jest możliwe. Sprawdzone metody są po to, aby uniknąć nieplanowanych starań i "wpadek". Metoda własna - co rok prorok.
  • Tabaluga 03 Luty 20:39

    Diamond - to, że my tu piszemy nie jest wyrazem dyskryminacji ani żadnej złej woli wobec Ciebie ani innych użytkowniczek niekorzystających z żadnej konkretnej metody NPR. To jest raczej efekt troski o to, by znać i rozumieć płodność taką jaka ona jest, a nie bazować na swoich domysłach i założeniach, które jak widać często są błędne. Po prostu wskazujemy Ci, że w pewnym sensie dajesz się oszukać wybierając "metodę" własną, bo takowa nie istnieje. I że warto poszerzać wiedzę nt NPRu z przebadanych i wiarygodnych źródeł, bo inaczej o wpadkę bardzo łatwo (a w klasycznym NPRze cholernie trudno).
  • Migotka721 03 Luty 22:08

    hej dziewczyny! Ja też przez kilka cykli nie czułam potrzeby poznania żadnej z metod i wybierałam "własną". Dziś jednak ten wpis na blogu oraz Wasze komentarze zmobilizowały mnie i całe popołudnie spędziłam na studiowaniu różnych metod. Dość szybko zdecydowałam się na angielską i sama jestem zaskoczona, że to wcale nie jest takie skomplikowane jak mi się na początku wydawało :) Więc polecam zapoznanie się z którąkolwiek metodą, naprawdę wykres staje się dużo bardziej czytelny :) pozdrawiam użytkowniczki 28dni :)
  • marta 04 Luty 01:24

    dziewczyny- skoro metoda wlasna- to, jak Amazonka napisala, 'co rok- to prorok'... to ja rezygnuje z angielskiej... bo o dzidzie staramy sie niemalze rok i poki co bezowocnie... wiec moze problem tkwi w metodzie ;) milej nocy zycze :):):)
  • Amazonka 04 Luty 09:24

    Serio, sądzisz, że diagnostyka może Ci zaszkodzić?
  • FemmeFatale 04 Luty 20:35

    Mówienie o pożyciu małżeńskim to element ideologii? Za pewne jakiejś szalenie szkodliwej. ;-) Pozdrawiam Panie Bezideowe.
  • wiherek 04 Luty 23:21

    _Jak już wreszcie przypadkiem natrafiłam na nią w Internecie, byłam z jednej strony olśniona i zafascynowana własnym układem rozrodczym, a z drugiej wściekła i smutna, że nie wiedziałam o tym wszystkim wcześniej._ DOKŁADNIE... Temu dziwię się mym znajomym i koleżankom które mówią że nie chce im się obserwować; że minuta pomiaru przed zwleczeniem się z łóżka to za wiele wysiłku. Przecież to takie fascynujące...
  • siciurynka 05 Luty 10:39

    FemmeFatale - no nie? ;) Trochę śmieszą mnie, a trochę smucą kobiety, które mówią o małżeństwie w tak ponurym świetle. Że ideologia, że to nienowoczesne, że stawia granice, że już nie ma przygody, że koniec wolności. A ile z nich w głębi duszy tych granic pragnie? Zagadka :)
  • Fiufiu 05 Luty 19:36

    Chodzi po prostu o dostosowanie książki do czytelnika. Metoda jest niemiecka, gros par w Niemczech to NIE SĄ pary małżeńskie, tyli. Nie ma co się spierać o ideowość itp.
  • FemmeFatale 09 Luty 13:19

    Brak dostosowania języka książki do oczekiwań niektórych czytelników nie oznacza jeszcze "zanieczyszczenia ideologią".
  • goskaw 15 Luty 23:33

    Hej dziewczyny! Te Wasze wypowiedzi w końcu zmobilizowały mnie do wybrania jednej konkretnej metody interpretacji :) Ja przez kilka cykli nie czułam potrzeby stosowania danej metody i dla wygody wybierałam metodę "własną" (a to dlatego, że powstały w ten sposob wykres był dla mnie jasny i przejrzysty). Jednak u mnie metoda "własna" była zbieraniną wszystkich metod po trochu z uwzględnieniem poszczególnych założeń - myślę że część dziewczyn wybierających metodę "własną" robi podobnie, bo np. na początku nie może się zdecydowac którą metodę wybrać :)

Aby dodać komentarz musisz być zarejestrowanym użytkownikiem 28dni. Zarejestruj się