Kto jest on-line: agusia1985, iluzyjka, Else, katka_81
 
 

Wykresy w telefonie Cell

m.28dni.pl (iphone, android)
 
 

Szybka pomoc!

Coś sprawia Ci trudność, nie rozumiesz opcji? Napisz do pomocy 28dni lub eksperta.

 
 
 
 

Komentarze forum

katka_81: Moja Michasia miała takie trzęsawki sporadycznie a Tymon tyle, że myślałam, że jakaś epi ...

 

tylkonadzis: Tez powinnam isc z Wiktorem do dentysty, bo ma osad i widzialam ze w dwoch zebach cos sie dziej ...

 

marion: Wczoraj byłam z dzieciakami na kontroli u stomatologa. Frycek był pierwszy raz i nastawieni b ...

 

°Agata°: Moja młodsza miała tak w brzuchu. Lekarz mówił że to kwestia niewykształconego układu ne ...

 

Agnieszka79r: Osobiście nie miałam tak,tyle co znalazłam w necie może pomoże : https://forum.parenting.p ...

 

MrsCreme: No i mam problem i nie mam kogo zapytać :/ Mam drugi raz w ciągu doby - dziecko m ...

 

Anecia84: Mój już od miesiąca się interesuje, potrafił złapać mi za talerz jak trzymałam to na ko ...

 

karolciat: Generalnie ja bym zaczęła od tego czy dziecko wykazuje gotowość do rozszerzenia diety. Czy ...

 

Anecia84: Tak Marion ma rację, rodziłam w 37w2d i nie wiem skąd im się wziął 36w6d. Podejrzewam że ...

 

MrsHyde: mój średni wcześniak z 35tc po operacji "na brzuchu" w pierwszej dobie życia dietę miał ...

 

marion: [quote=Gabcia_I">Raczej poród liczony wg miesiączki więc nie skończył 37 tygodnia [/quo ...

 

obe: [quote=Anecia84">Powiedzcie mi jak wygląda rozszerzanie diety u wcześniak z 36 tygodnia ci ...

 

Gabcia_I: Raczej poród liczony wg miesiączki więc nie skończył 37 tygodnia - wtedy wpisują w kartę ...

 

jagodalg84: Marion on miał chyba jakieś cechy wczesniacze, jak się urodził. ...

 

marion: Patrząc na Twój cykl ciążowy (1 dc, termin owulacji) i kartę ciąży wychodzi, że Edi uro ...

 
 

NPR na kursach dla narzeczonych 17 Luty 17:52

 

Dziękuję za Wasze komentarze do poprzedniego wpisu. Chciałabym zaznaczyć jeszcze raz, że nie jest to ogólnie przyjęty, oficjalny podział, że MRP to tylko wiedza a NPR wiąże się tylko z religią. To tylko mój punkt widzenia, niekoniecznie właściwy. Państwo Kippleyowie jak najbardziej mają prawo promować swoją metodę wyłącznie wśród małżeństw katolickich. Z resztą w naszym kraju wciąż blisko 100% małżeństw jest katolickich, więc wśród kogo innego je promować?:) Sęk w tym, że Kippleyom (i mi też tak naprawdę) zależy na tym, aby pary stosowały metodę objawowo-termiczną zarówno przy odkładaniu poczęcia i staraniu o dziecko. Aby pary żyły zgodnie z naturalnym rytmem płodności kobiety. A niewiele kobiet deklarujących się jako katoliczki ma na to ochotę, z tego co zdążyłam się zorientować.

Kolejny problem z tym związany to fakt, że metoda objawowo-termiczna jest wciąż kojarzona z metodą kościelną. W gruncie rzeczy jedyne miejsce, w którym do tej pory można było się dowiedzieć o MRP/NPR to zajęcia z religii albo kurs przygotowawczy do małżeństwa. Tylko ile narzeczonych podchodzi poważnie do tych kursów? Ile jest takich kursów porządnie prowadzonych? Nie da się ukryć, że to katolikom i ich zaangażowaniu w promocję metod objawowo-termicznych zawdzięczamy istnienie tylu materiałów, organizacji i nauczycieli. Nikt temu nie zaprzecza, ale jeśli nie chcemy wciąż słuchać bzdur na temat MRP i ich (nie)skuteczności, niezbędne jest oderwanie tego tematu od katolicyzmu. Widzę jak to działa, kiedy sama prowadzę kursy dla narzeczonych. Od momentu w którym mówię, że nie identyfikuję się z wiarą katolicką a MRP to dla mnie element zdrowego stylu życia, nagle ich zainteresowanie a moja wiarygodność wzrasta. Nie wiem czy to pozytyw, ale na pewno fakt. Nie wiem też, jaka część „moich narzeczonych” się decyduje na stosowanie metody objawowo-termicznej jako metody kontroli płodności, ale wiem, że raczej nie będą powtarzać nieprawdziwych informacji. Nie mam dużego doświadczenia w prowadzeniu tych kursów, ale zdążyłam już zauważyć, że kobiety odsuwają mężczyzn od tematu płodności, traktują ich trochę protekcjonalnie, „co on tam o tym wie…” – mówią. Mężczyźni za to zwykle są bardzo zainteresowani i ucieszeni, że wreszcie w jakiejś kwestii kobieta jest logiczna :)

Nie ma co ukrywać, że przy stosowaniu metody objawowo-termicznej niezbędne jest zainteresowanie obu stron tematem ich wspólnej płodności, poszanowanie dla fizjologii, zdrowia, jakaś współpraca w prowadzeniu obserwacji. Taka bliskość między przyszłymi małżonkami wydaje się naturalna, jednak w wielu przypadkach tak nie jest. Chichot i zaczerwienienie przy rozmowach o śluzie są wciąż na porządku dziennym, co pokazuje, z jaką wiedzą na temat własnej płodności wychodzimy ze szkół.

A jakie są Wasze doświadczenia z kursami? Może macie jakieś wyjątkowo dobre do polecenia? A może uważacie, że w ogóle ich nie powinno być? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert

 
Komentarze
  • Lete 17 Luty 18:39

    Witam, dla mnie NPR na kursie przedmałżeńskim był jedną wielką pomyłką - ale myślę, że to wina prowadzącej, od której właściwie się nic nie dowiedziałam bo mówiła o wszystkim w tak zagmatwany sposób, że mało kto wiedział o co jej chodzi. Dopiero starania o dziecko i znalezienie stronki 28dni sprawiły, że zrozumiałam "o co w tym wszystkim biega". Zatem dziękuję Wam i pozdrawiam
  • siciurynka 17 Luty 18:48

    a ja tak myślę, sory dla wszystkich mądrych kobiet, że gdyby takie zajęcia prowadził facet, i to nie taki ugrzeczniony, potulny, tylko taki twardy i męski, to byłby bardziej wiarygodny i skuteczny. Często jest tak, że niby kobieta mówi do rzeczy i niby to logiczne, ale wiadomo... kobieta, może jakaś zdewociała, może za bardzo zakręcona, no i w końcu to sprawa dla bab. A facet, który bez żenady mówi innym o płodności, to już inna sprawa. Robi wrażenie nie tylko na facetach, ale i na kobietach :)
  • Tabaluga 17 Luty 19:02

    Mam niesamowicie pozytywne doświadczenia z kursu przedmałżeńskiego głównie z tego powodu, że naszą grupę uczył NPRu młody facet i kładł ogromny nacisk na to, żeby w metodzie orientowali się mężczyźni. Mówił też, że jeśli kiedyś napotkamy na jakieś wątpliwości w interpretacji cyklu, to żeby ostateczną decyzję co do tego, czy dziś współżyjemy czy nie podejmował mąż. Nie każdemu się to spodoba, ale jak dla mnie super - nie ma lepszego sposobu na uczenie faceta odpowiedzialności za swoje postępowanie.
  • goskaw 17 Luty 19:02

    Dla mnie również NPR na kursie przedmałżeństkim to jedna wielka pomyłka i też myślę że to wina prowadzącej. Naprawdę starałam się jej słuchać z uwagą, jednak strasznie zanudzała. Każdy odbierał ją jako trochę zdewociałą kobietę w wieku prawie mojej babci. Cały swój trzygodzinny wykład zakonczyła "świetnym" stwierdzeniem a zarazem życzeniem, że powinniśmy mieć jak najwięcej dzieci (wskazała że ponad 3) i powinniśmy pracować nad tym aby przyrost naturalny był jak największy. Po tym stwierdzeniu nikt nie wziął na poważne całego jej wykładu.
  • basiorek315 17 Luty 19:15

    Witam! Myśle sobie, że zarówna jedna jak i druga moja przedmówczyni mają rację. Ale myślę również, że gdyby te kursy przedmałżeńskie były nieobowiazkowe, to nikt by na nie nie przyszedł i przymus siedzenia 4-5 godz w małej sali i słuchania jakiegoś faceta, który mówi o cechach płodnego śluzu kobiety, grupie, w większości nastolatków, których partnerki są już w wysokiej ciąży...jest bezsensu... Druga sprawa to to, że niewiele jest takich związków, które zaraz po sakrametalnym "tak", od razy w noc poślubną starają się o dziecko. Przeważnie jest tak, że małżonkowie dorastają do tej decyzji, dokładnie o niej myśla i wtedy decydują się na cokolwiek w tym kierunku, no przynajmniej ja i wiekszośc moich znajomych tak mają. Jedni idą na żywioł i liczą na szczęśliwy los, a drudzy skrupulatnie zagłębiają się w tajniki swojego ciała i na ich podstawie starają się o potomka... I wtedy co?? i wtedy dopiero taki kurs, taka forma nauki dla małżonków ma sens i jest im pomocna, jest na nią odpowiedni czas i miejsce ... a nie przed ślubem... miedzy przygotowaniami do wesela, a wyborem firanki do nowego mieszkania...to oczywiscie skrajne sytuacje, ale chę powiedzieć, że takie kursy są dobre dla świadomych , dojrzałych par...ale wtedy ich nie ma i dlatego dobrze jest, że mamy 28dni... :))
  • MarysiaB 17 Luty 19:19

    Mój kurs NPR był nieudany. Były to zalediwe dwa spotkania. Oba czysto teoretyczne. Jak już się czegoś dowiedziałam i chciałam się poobserwować, to zajęcia się skończyły, a ja z obserwacjami zostałam sama. A na początku poradzenie sobie i interpretacja nie są łatwe...
  • Dotia 17 Luty 19:23

    Ja byłam na kursie weekendowym organizowanym przez ruch Spotkania Małżeńskie. Temat npr był omówiony bardzo ujmująco, nie uczyliśmy tam żadnej z metod tylko para małżeńska opowiadała o fizjologi cyklu i na czym npr ogólnie polega. Można było kupić podręcznik Rotzera i termometr. Dwie dziewczyny z którymi przez tamten weekend byłam w pokoju zaopatrzyły się w ten zestaw, zarówno one jak i ich mężczyźni byli bardzo zaciekawieni tymi metodami a obie mieszkały z narzeczonymi przed ślubem przez kilka lat więc pewnie jakieś środki uniknięcia ciąży już stosowały i mimo to zainteresowały się metodami naturalnymi :)
  • Ania 17 Luty 19:25

    Na kursie przedmałżeńskim dostaliśmy taki "podręcznik" do NPR napisane przez nasze miejscowe działaczki katolickie, a potem pani streszczała ten bryk. Przez usta nie przeszło jej słowo śluz, pochwa itd.. ;-) Z wyżej wymienionej książeczki dowiedziałam się między innymi, że karmienie piersią w 100% chroni przez zajściem w ciążę. Bez żadnych adnotacji, że owszem, ale tylko kiedy spełnione są określone warunki.
  • Lily 17 Luty 22:12

    Ja też polecam kursy pt. "Weekendy dla narzeczonych/zakochanych". W Poznaniu można dowiedzieć się o nich u Dominikanów. Temat NPRu na takich kursach omawiają małżeństwa, dzieląc się swoim doświadczeniem. Twoje obserwacje Cynosiu zasmuciły mnie bo świadczą one tylko jak wiele jeszcze par biorących ślub w obrządku katolickim nie ma zielonego pojęcia o co w tym akurat Kościele chodzi:/
  • madziapyzio 17 Luty 22:19

    Kurs przedmałżeński u Dominikanów w Krakowie był super. Dwa małżeństwa w sposób zabawny i interesujący opowiadały o wspólnym życiu. Mówili jak to było a jak jest obecnie itd. Natomiast jeśli chodzi o poradnię to klapa!!! (Poradnia była już w innym miejscu). Pani była niekompetentna ponieważ nie była pewna jak zinterpretować mój wykres temp. Wykres był autentyczny w 100% MÓJ! Byłam zawiedzona zwłaszcza, że troszku mnie to zaciekawiło. W zajęciach w poradni nie musiał uczestniczyć mój narzeczony, wiec go nie było. Uczestniczył tylko w pierwszym spotkaniu, które było krótkie , ogólnikowe.
  • LuterAnka 17 Luty 22:48

    Przed ślubem mieliśmy jedno spotkanie w poradni przedmałżeńskiej w Szkocji. Prowadząca zajęcia pani była miła i wszystko jasno wyjaśniła, tyle, że ona akurat opierała się na metodzie Billingsa... Ja na szczęście o NPR dowiedziałam się wcześniej z forum ślubnego, zakupiłam książkę Roetzera i zaczęłam stosować tę metodę już kilka miesięcy przed tym spotkaniem w poradni :)
  • Alice 85 18 Luty 09:29

    Ja obserwowałam się już przed rozpoczęciem kursu dla narzeczonych, ale z kursu też się wiele dowiedziałam. Odbywaliśmy nauki przedmałżeńskie w duszpasterstwie akademickim "Maciejówka" we Wrocławiu, wspoominam to super! Zasady NPR zostały wyjaśnone na jednych zajęciach, a potem należało umówić się z parą nauczającą metody (szczerze mówiąc nie pamiętam, jaka to była metoda, na pewno nie Rotzera, a tę teraz stosuję). Ta para nauczająca dała nam odpowiednie instrukcje i mieliśmy się umówić jak już będziemy mieć jeden cykl pełnych obserwacji. Te wykresy, które miałam, nie nadawały się, bo nie obserwowałam śluzu. Po jakimś czasie spotkaliśmy się, by omówić wykres, podzielić się spostrzeżeniami i wnioskami. Tak to powinno według mnie wyglądać, choć oczywiście nie ma nigdy gwarancji, że narzeczeni zainteresują się NPR-em, choćby nie wiem jak fachowy kurs przeszli. Dla wielu z pewnością prostszą metodą jest łykanie przez kobietę pigułek.
  • Kruszyna 18 Luty 12:23

    Nasz kurs przedmałżeński był porażką... Oboje podeszliśmy do niego poważnie, chcąc wynieść jak najwięcej informacji itp. Niestety pani prowadząca spotkania ogólne jak i indywidualne nie potrafiła wielu rzeczy wyjaśnić, podawała dane bez żadnych konkretnych źródeł, nie można było wyrazić własnego zdania na dany temat, no i cały czas podkreślała "katolickość" NPR, że żona "ma dać mężowi" jak tylko może (w zależności czy chcą potomka czy nie, bo się mu należy. Mężczyznom to już w ogóle nie potrafiła pewnych spraw wyjaśnić, jakby założyła z góry że ich to nie dotyczy :( Szkoda, myślę że gdyby takie kursy prowadziły osoby dobrze przygotowane, a także kontaktowe, to dużo więcej par zdecydowałoby się na naukę i stosowanie NPR. (Nie twierdzę oczywiście że każdy prowadzący jest taki jak pani na którą trafiliśmy.)
  • Annanas 18 Luty 13:55

    A Nasz kurs przedmałżeński był zaskakujaco interesujacy. Po tym co słyszelismy od znajomych spodziewalismy sie nudnej zakonnicy, ktora bedzie przynudzac i prawic morały. Okazało sie ze kurs w kosciele prowadziła pani która jest położną w szpitalu. to od niej dowiedziałam sie o mierzeniu temperatury, wyglądzie sluzu, o koniecznosci zbadania prolaktyny i cytomegalii, ze sa to najczestsze powody problemów zajscia w ciaze. to dzieki niej poszłam zbadac prl po nieudanych próbach (najpierw spontanicznych mimo wszystko). To ona powiedział o przygotowaniach do porodu, do szpitala itp. Dostalismy zeszyt do prowadzenmia wykresów i kilka cienkich podreczników z opisem prowadzenia obserwacji i wogóle jak to działa. Dzieki kursowi przedmałżeńskiemu koniec końców trafiłam na 28. Babka była na prawde w porządku i słuchalismy jej z duzym zainteresowaniem. zarówno ja jak i eM. wychodząc z kursu bylismy w szoku, bo spodziewalismy sie "koscielnych" morałów. Nadmienie ze eM nie jest specjalnie "koscielny" a zajęcia bardzo przypadły mu do gustu. Brawo, wiecej takich nauczycieli.
  • atramp 18 Luty 22:45

    a na moim kursie nie bylo nic o NPR... z tej czesci zostalismy 'zwolnieni'... i ciesze sie, ze mam okazje poznac naturalne metody- dzieki Waszej pomocy... dla mnie to 'praktyczne dzialanie' bardziej przemawia do swiadomosci- niz czysto teoretyczne wyklady :)
  • jacaranda 19 Luty 11:49

    Nie bardzo rozumiem powyższy post. Autorka prowadzi kursy przedmałżeńskie, domyślam się, że organizowane przez Kościół (bo przecież nie przez Urząd Stanu Cywilnego!), na których to kursach oznajmia, że nie ma nic wspólnego z katolicyzmem - i odnotowuje wzrost zainteresowania. To jakiś absurd. Kursy organizowanie przez Kościół powinny być zatem wyraźnie odłączone od tegoż Kościoła? Nie widzę w tym żadnej logiki.
  • Milva83 19 Luty 12:30

    U mnie na kursach temat został zrobiony pobieżnie i na odczepnego w dodatku przez nawiedzoną dewotkę, także tragedia. Tylko dzięki temu, że sama się zaczęłam interesować npr i takim a nie innym stylem życia trafiłam tutaj i pogłębiam swoją wiedzę.
  • siciurynka 19 Luty 16:04

    "katolickość" NPRu polega na tym, że małżeństwo, akceptując swoją naturę, wierzy, że to Bóg nas tak skonstruował i zrobił tak a nie inaczej w konkretnym celu (żeby począć dziecko w okresie płodnym i żeby pielęgnować miłość, czułość w okresie niepłodnym). Jako wierzący, którzy akceptują wiarę z dobrodziejstwem inwentarza (w sensie - w całości), a nie wybiórczo, możemy z tej natury korzystać. Uważam, że jest to fair wobec Kościoła i Boga. I chyba w taki sposób powinien być prowadzony kurs przedmałżeński, który organizuje kościół. Jeśli nie trafi w takiej formie do ludzi - trudno, widać ci ludzie nie biorą ślubu kościelnego z wiarą (co zdarza się bardzo często). Ale mówienie na kursie katolickim, że rozpoznawanie płodności (ludzie i tak nie rozróżniają MRP i NPR...) to styl życia oderwany od wiary, to pomyłka i znowu stawia wiarę w marnym świetle - co na takim kursie jest nie do przyjęcia. Kurs przedmałżeński jest dla katolików i to dobra okazja do pogłębienia ich wiedzy o wierze, może pokazania, jak jeszcze streotypowo traktują pewne sprawy, a Cynosiu, jeśli mówisz takim ludziom, że MRP to natura i to doceniasz, a NPR to religia i ty tak nie żyjesz, to wiadomo, że bardziej spodoba im się MRP, bo to przyjemniejsze, a jednak już bardziej zaangażowane, niż antykoncepcja. Ba, pomyślą, że skoro zostałaś zaproszona do prowadzenia takich zajęć przez kościół, to jest to coś, co kościół akceptuje i pochwala, i z tak uspokojonym sumieniem będą sobie żyć w iluzji pożycia małżeńskiego po chrześcijańsku. Jesteś dla nich autorytetem, także w wymiarze duchowym, bo bierzesz udział w chrześcijańskim przedsięwzięciu. Ludzie wierzący, którym nie spodoba się nauczanie kościoła ws. NPRu po ślubie pójdą do spowiedzi, dostaną radę, żeby może spróbować, a jeśli nadal nie skorzystają, to już ich indywidualna sprawa. Dlatego na kursach, nawet, jeśli się to wydaje bez sensu, powinien zostać styl chrześcijański nauki o płodności, a MRP można uczyć wszędzie indziej. Jeśli przedstawiasz im teorię bez komentarza osobistego, to spoko, ale jeśli jednak komentujesz na korzyść MRP, to jest to, moim zdaniem, małe świństewko.
  • dorah 19 Luty 17:58

    Prowadząc Nauki (a nie kursy) dla narzeczonych, zawsze zakładam, że mam do czynienia z ludźmi wierzącymi, którzy dokonują wyboru drogi życiowej jako chrześcijańskie małżeństwo. Dlatego rzeczywiście dziwne jest stwierdzenie, że wiarygodność osoby deklarującej brak związku z Kościołem może w takiej sytuacji wzrastać. Czego więc szukają osoby przychodzące na nauki? Argumentów za życiem wbrew nauce Kościoła? Zgadzam się całkowicie z przedmówczynią, że jest tu jakieś kompletne pomieszanie. Co do "katolickości metod", to oczywiście kompletne nieporozumienie. Metody są diagnostyczne, a nie religijne. Natomiast to co trzeba i można wyjaśniać, to moralne dopuszczenie stosowania metod jako nienaruszających daru płodności, jedności aktu małżeńskiego oraz godności kobiety. I tego chyba brakuje często na naukach, co można wywnioskować z kilku powyższych postów.
  • siciurynka 19 Luty 18:20

    dorah - pełna zgoda! Ja mogę polecić Nauki :) u Dominikanów (ja byłam w klasztorze w Warszawie na Freta). Nie dość, że ojciec Pilśniak wspaniale wprowadził pierwszego dnia temat od strony duchowej, to jeszcze drugiego dnia pani od NPRu bardzo rzeczowo i konkretnie opisała teorię :)
  • Ewasmerf 20 Luty 14:06

    Siciurynka, chrzescijanstwo a katolicyzm to roznica. Nie kazdy chrzescijanin musi byc od razu katolikem. To ze ktos wierzy, a nawet jesli jest katolikiem nie znaczy ze musi slepo wierzyc w nauki kosciola. Kazdy myslacy czlowiek ma czasem watpliwosci i nie akceptuje wszystkiego bez zastrzezen co mu podadza na tacy. tak zrodzila sie nauka. Bez tego, bylibysmy jeszcze w lesie i panowal by ciemnogrod. Jestem zdania, ze nauki przedmalzenskie powinny byc prowadzone rzetelnie, czyli powinna byc to opowiesc o tym, jak nasze organizmy dzialaja. A dzialaja one tak samo w odniesieniu do katolikow jak i ateistow.
  • Ewasmerf 20 Luty 14:14

    Jesli katolik przyjdzie na taki kurs to i tak bedzie na to patrzyl przez pryzmat swojej wiary. Zamiast wciskac ludziom na takich kursach, ze MRP to nie natura, tylko czesc stylu zycia i to powiazana z wiara, lepiej by bylo sie skupic na tym, czym naprawde jest milosc. I na czym polega i na tym, jak wytrwac w malzenstwie mimo przeciwnosci losu i kryzysow.
  • siciurynka 20 Luty 19:11

    wątpliwości to jedno, każdy je ma, ja też nieraz miałam. Wiem dobrze, że chrześcijaństwo nie równa się katolicyzm, ale jest to ten sam nurt, oparty na wierze w Jezusa Chrystusa... Organizmy działąją tak samo, ale na Nukach mówi się o tle, o podstawach duchowych, jak mamy traktować miłość, która jest podstawą małżeństwa, które jest podstawą do myślenia o NPR. Moim zdaniem katolik to osoba, która nie mówi nie tak od razu, opierając się tylko na swoim przeczuciu, a to się różni od ślepego przyjmowania nauki Kościoła, czyż nie? Katolik podchodzi do nauki Kościoła z DOBRĄ WOLĄ zrozumienia. Jeśli nie rozumie, pyta, szuka. Czy nie ma to naprawdę nic wspólnego z nauką, czy jest to naprawdę ciemnogród??? Jeśli NIE CHCE rozumieć, to wcale nie musi być katolikiem, nie musi mówić, że wierzy, bo tak naprawdę nie wierzy. I koniec. Nie można mówić, że się wierzy w Boga, który chce od ludzi miłości bezwarunkowej, a potem mówić, że miłość, owszem tak, Bóg również, ale ten NPR, ci księża, te nauki, ci katolicy, te kościoły, te dewotki, oj, to już nie. Same oceńcie, co jest uczciwą wiarą, a co wygodnym stylem życia...
  • Ewasmerf 20 Luty 20:06

    Owszem - mozna wierzyc w Boga i Chrystusa a nie wierzyc w Kosciol i jego nauki, zakazy i nakazy. Jedno drugiego nie wyklucza. Kosciol to instytucja i sporo rzeczy nijak sie ma do nauk Chrystusa. Proponuje obejrzec "Stygmaty". Ja nie potrzebuje posrednikow, zeby rozmawiac z Bogiem.
  • siciurynka 20 Luty 20:47

    ok. Ja Ciebie nie przekonam. Odsyłąm jedynie do Pisam Świętego, chyba, że je także odrzucasz, jako zbytnie ograniczenie dla Twojego kontaktu z Bogiem... Na koniec tylko takie pytanie, bo tu nie jest miejsce na rozmowy o wierze, a o płodności jako takiej: CO to za wiara, która niczego od człowieka nie wymaga?
  • Damazy 21 Luty 13:21

    Sisiucynka, ja osobiście myślę, że nasza wiara niczego od człowieka nie wymaga. Są jej tylko oddane osoby, które czują, że bez niej żyć nie mogą. Jednym ona pomaga, dla innych jest przymusem, inni znowu mają jej dość (określony pryzmat). Kolej rzeczy, zwolennicy i przeciwnicy. Moim zdaniem jest kompletnie niewymagająca. W naszym kraju obserwacje są wiązane z naukami kościoła. Myślę, że na tym etapie kościół zrobił więcej dobrego niż innym może się wydawać. To dzięki niemu przetrwała informacja o rozpoznawaniu płodności, ludzie propagowali ten styl życia. Uczyli wymyślając własne reguły przynależności. Żartobliwie można powiedzieć, to przynależność do tajemniczego kręgu. Z góry przepraszam za podsumowanie, ale nie wydaje mi się, aby jakaś ze stron robiła coś źle. Autorka posta opisała swój sposób postępowania. Nie chce być identyfikowana z kościołem i zaznacza to na początku. Spotyka się z zainteresowaniem. Na samym początku pokazuje swój punkt widzenia. Nie widzę w tym niczego nienormalnego. Dorah zaś opsuje, że zawsze zakłada iż jej wykłady są skierowane do ludzi wierzących. I nie wyobraża sobie, że ktoś może myśleć inaczej. Tutaj też nie ma nic nienormalnego. Liczy się przekaz informacji i zachęcanie drugiej strony do poznania przedmiotu sprawy. To jest najważniejsze, a wcale nie liczy się tutaj sposób i realizacja. Liczy się tylko cel. Druga strona ma zdobyć w sposób fachowy wiedzę pozwalającą na korzystanie w praktyce. To czy przy okazji troche poslucha o małżeństwie czy o braku przynależności do kościoła jest bez znaczenia. Najgorsze są osoby, o których piszą autorki poprzednich komentarzy. Bez pasji przekazujące wiedzę o rozpoznawaniu płodności, odbębniające swoje godzinki i przeganiające młodych ludzi gdzie pieprz rośnie. Takie chwasty trzeba plewić, to najgorsze partactwo na jakie jest skazany ten mały świat.
  • Femme 21 Luty 19:57

    Byłam na kursie organizowanym przez INER. Jestem panną, więc nauki przedmałżeńskie jeszcze przede mną. Wrażenie w miarę pozytywne: instruktorka jasno przedstawiła materiał i wyczerpująco odpowiadała na pytania słuchaczy. Minus: podano kilka nieprawdziwych informacji, m.in. że termometry Microlife nie nadają się do stosowania w NPR, albo że stwierdzić ciąże można najwcześniej po upłynięciu 18 dni fazy lutealnej.
  • Amazonka 21 Luty 20:43

    "Stygmaty" akurat opierają się na apokryfach. ;-) Co to ma do rzeczy?
  • artystka80 22 Luty 12:23

    Polecam kurs przedmałżeński u Dominikanów metodą "spotkań dla zakochanych". Temat płciowości i NPR-u omawia ginekolog i para prowadząca. Pytania padają z sali i nie ma krępujących uśmiechów. Dlaczego mężczyzna ma być odsunięty od tej sfery wspólnego życia? Przecież na nim też spoczywa odpowiedzialność za nowe życie albo odkładanie poczęcia. Zdecydowanie jestem za zmianą przestarzałych, odbywających się w kościele kursów. Dziś to pomyłka i mało kto coś z tego wynosi.
  • be_atka 22 Luty 15:25

    po kilku latach faszerowania się chemią (przez co straciłam pierwszą ciążę) postanowiłam, że nigdy więcej pigułek, nigdy więcej hormonów, szłam na poradnictwo rodzinne z nadzieją, ze dowiem się czegoś ciekawego, mój wtedy nażeczony byl niechętnei nastawiony, ale go przekonałam, powiedziałam o swoich obawach związanych z naszą przyszłością i planowaniuem dziecka, powiedziałam, że bardzo chciałabym sie nauczyć naturalnych metod, dał się przekonac, na poradnictwo szliśmy oboje, chętnie, przyłożyliśmy sie do nauki, bacznie obserwowałam cykle, razem je analizowaliśmy, zaczęliśmy starania o dziecko, udało się w 2 cyklu :) teraz znów zaczęłam obserwacje :)
  • fresca 01 Mar 09:27

    co do tego wszystkiego ma wiara?? Kościół, popiera npr ponieważ, jest to matoda zgodna z naturą człowieka i nie szkodzi człowiekowi - nie jest przeciw żadnemu z przykazań. Myślę, że jak ktoś decyduje się na ślub kościelny, to powinnien mieć na uwdadzę, że jest katolikiem i przyjmuje naukę Kościoła Kat. który tworzą razem wszyscy ochrzczeni. Czy może Kościół jest tak "ułomny", bo niewielka ilość katolików, stara się zyć zgodnie z nauczaniem Kościoła. Nie rozumiem, jak można wierzyć w Boga, Chrystusa, a nie uznawać Kościoła?? To jest po prostu schizofrenia duchowa, bo Chrystus jest "głową" Kościoła i On go ustanowił-także odrzucenie przez Katolika Kościoła, jest objawem niedojrzałości. Kościół to nie tylko księża (z resztą też ludzie), ale to każdy z nas Katolików. Obserwując ludzi, którzy są innych wyznań, zauważyłam, że Ci którzy mają najmniej zakazów i wiele wolności, są najbardziej knąbrni i nic im nie pasuje. Jest to zasada: jestem wierzącym katolikiem, ale do kośiołanie chodzę-bo mi to i tam to nie odpowiada. To tak jakby iść do banku, po kredyt i stawiać bankowi warunki, że podpiszemy , ale jeśli wykreślą punkty umowy, które nam nie pasują. Wracając do NPR, i nauk przedmałżeńskich - nauczyciele mają zawiązane ręce, bo ludzie przychodzą z konkretnym nastawianiem, a i często nauczyciele, źle podchodzą do tematu (oczywiście, nie uważam, ze wszyscy). Z resztą nie rozumiem, po co ludzie biorą ślub kościelny, skoro Kościół to czy tamto, albo są za antykoncepcją?? Dla mnie nie ma to większego sensu.
  • norah 29 Kwi 02:57

    Ja na kursach miałam świetną babeczkę nauczającą metody angielskiej, naprawdę potrafiła wszystko wyjaśnić i zachęcić do tej metody również pod kątem kontrolowania stanu zdrowia. Niestety wiele osób chodzi na nauki "bo trzeba" a ślub kościelny bierze "bo to taka tradycja". Na moje oko - marnują na tych naukach tylko czas. Osobiście mnie najbardziej zadziwia i oburza pełne uprzedzeń i ignorancji podejście większości młodych (20 - 30 lat)ludzi z jakimi miałam okazję rozmawiać na temat naturalnych metod planowania rodziny oraz antykoncepcji hormonalnej. Jak osoba wykształcona, uważająca się za inteligentą, świadomą, i "na czasie" może stosować tabletki antykoncepcyjne nie znając nawet składu farmaceutyka jaki przyjmuje i nie wiedząc jak dane hormony zwarte w tabletce działają na organizm??? Natomiast metoda angielska itp. to dla takich osób jakaś średniowieczna, nieskuteczna metoda, albo to samo, co kalendarzyk. Miałam okazję nawet raz usłyszeć od pewnej młodej pani prawnik, że macica kobiety nie podlega żadnym zmianom w czasie cyklu!!! i ona co miesiąc miesiączkuje i miała w szkole biologię, ręce opadają. Kiedy wspominam o NPR patrzą na mnie jak na prostaka, co o postępie nawet nie słyszał.
  • justyna 29 Wrz 19:37

    mam pytanko mozecie mi podac przyklady wykresow bo ja pierwszy rAZ bede to wypelniala i nie wiem jak
  • monika 28 Lis 20:39

    http://www.npr.pl/ polecam tę stronkę. W razie wątpliwości - warto skonsultować się z instruktorami. I NPR poświęcić trochę czasu, bo jest to sztuka, której należy się nauczyć. Piękno rodzi się w bólu. Czytając niektóre posty ogarnia mnie przerażenie wręcz,że "tworzą" się nam narzeczone i narzeczeni, a potem małżeństwa, które raczej wiążą się ze sobą dla zabawy i biby związanej z weselem, aniżeli z tym, czym w istocie jest sakrament małżeństwa...
  • karolina 12 Mar 23:29

    powodzenia z NPR! Drużyna piłkarska? czemu nie:)

Aby dodać komentarz musisz być zarejestrowanym użytkownikiem 28dni. Zarejestruj się