Kto jest on-line: katka_81, agusia1985, Gośka86
 
 

Wykresy w telefonie Cell

m.28dni.pl (iphone, android)
 
 

Szybka pomoc!

Coś sprawia Ci trudność, nie rozumiesz opcji? Napisz do pomocy 28dni lub eksperta.

 
 
 
 
 

Czy istnieje naturalna antykoncepcja? 21 Kwi 19:47

 

Często mówi się o metodach objawowo-termicznych, że to naturalna antykoncepcja. Jest to oczywiście skrót myślowy, który, jak mu się bliżej przyjrzeć, zupełnie nie ma sensu. Moim zdaniem podział na antykoncepcję sztuczną i naturalną nie istnieje. Czy działanie przeciw (anti) poczęciu (conceptio) można nazwać czymś naturalnym z punktu widzenia np. ewolucji? Jakby się poważnie zastanowić to nie ma żadnych naturalnych sposobów na unikanie poczęcia, z tego względu, że abstynencja seksualna nie jest naturalna dla człowieka jako gatunku. Czy to całkowity celibat czy czasowa wstrzemięźliwość, decyzja o powstrzymaniu się od współżycia wymaga od nas walki z własną naturą. Gdyby przyjąć takie założenia, każda próba kontroli urodzin jest sztuczna. Możemy więc mówić tylko o regulacji poczęć ingerującej oraz nie ingerującej w naturę współżycia i fizjologię człowieka.

Metody Rozpoznawania Płodności same w sobie są tylko i wyłącznie metodami diagnostycznymi, umożliwiającymi oznaczenie okresu płodnego kobiety. Sama ta metoda nie jest więc antykoncepcją. Ale czy wykorzystanie MRP do planowania rodziny i powstrzymywanie się od współżycia w okresie płodnym nie jest już działaniem przeciwko poczęciu? Na moją logikę jest. Jaka jest różnica między założeniem prezerwatywy a powstrzymaniem się przed współżyciem, jeżeli celem jest uniknięcie zapłodnienia? Przecież jedno i drugie to działanie przeciwko poczęciu. Oczywiście stosując prezerwatywę zaburzam naturalny przebieg współżycia kobiety i mężczyzny, stawiam między nimi nienaturalną barierę (choć jeden z moich drogich kolegów z 28dni powiedziałby, że prezerwatywa może być wykonana z tworzywa naturalnego!). Można się też kłócić, że niepodejmowanie współżycia nie jest działaniem, a wręcz przeciwnie jest powstrzymaniem się od działania, ale cel mamy ten sam – uniknąć poczęcia.

Organizacje promujące NPR walczą o to, by nie nazywać go antykoncepcją. Nie wiem, czy to walka słuszna. Porównujemy się przecież z innymi metodami kontroli urodzin wykorzystując kryteria idealnej antykoncepcji: skuteczność, odwracalność, łatwość w stosowaniu, koszt itd. Mówi się także o mentalności antykoncepcyjnej – postawie kompletnego zamknięcia na życie, traktowania ciąży jako zagrożenia, przed którym trzeba się zabezpieczać. Ale czy podejmowanie współżycia wyłącznie w momentach, w których jesteśmy pewni, że do poczęcia nie dojdzie nie podlega pod taką mentalność? Nie jest trudno przyjąć postawę otwarcia na życie jeśli mamy prawie 100% pewności, że tego życia nie będzie. Oczywiście stosując metody hormonalne sprawiamy, że nasz organizm fizycznie nie ma możliwości przyjęcia nowego życia – nawet jeśli dochodzi do owulacji, błona śluzowa się nie buduje, więc nie zagnieździ się zarodek. Prezerwatywa nie dopuści do tego, by plemnik dotarł do komórki jajowej – znów nie ma szans nie tylko na zagnieżdżenie, ale nawet zapłodnienie. Ale przecież nie współżyjąc w dni płodne również uniemożliwiamy i zapłodnienie, i zagnieżdżenie. Innym sposobem, ale wciąż cel jest ten sam. Chodzi mi już teraz tylko o mentalne podejście, a nie ingerencję w fizjologię czy naturę współżycia.

Co wy o tym myślicie? Czy nie podejmowanie współżycia w dni płodne jest działaniem przeciw poczęciu? Czekam na Wasze refleksje na ten temat.

Cynosia, ekspert 28dni

 
Komentarze
  • siciurynka 22 Kwi 11:35

    Dla mnie nie. Uznaję to, że kobieta ma dni płodne i niepłodne, że jest po coś. Płodne, żeby począć dziecko, a niepłodne, żeby mieć przyjemność z obcowania z mężem. Jeśli małżeństwo w ogóle nie bierze pod uwagę posiadania dzieci, to wtedy rzeczywiście uznaję współżycie w trzeciej fazie za antykoncepcję. Jednak gdy małżeństwo chce mieć dzieci lub ma dzieci i ogólnie w ciągu swojego małżeństwa nie zamyka się na dziecko, to jest to tylko korzystanie ze swojej natury. Antykoncepcja jest w sercu, a nie w biologii.
  • be_atka 22 Kwi 13:41

    powstrzymywanie się od współżycia jest działaniem przeci poczęciu, temu to przecież służy :D jednak nigdy (w dorosłym zyciu) nie pomyślałam o ciąży jak o zagrożeniu, zawsze jest to dla mnie nowe życie, od nas tylko zalezy, czy pojawi się wtedy gdy jest najbardziej wyczekiwane, czy zrobi nam niespodziankę :)
  • Konwalijka 22 Kwi 14:34

    W zupelnosci sie z Toba zgadzam Cynosiu. Dla mnie WSZYSTKIE sposoby unikania ciazy sa... sposobami unikania ciazy (czy je nazwiemy antykoncepcja, czy planowaniem rodziny, czy regulacja poczec czy jeszcze jakos inaczej jest dla mnie sprawa drugorzedna). (Jedynym wyjatkiem jest calkowita rezygnacja ze wspolzycia.) I wsrod tych sposobow sa rozne opcje. Jedne wymagaja ingerencji w organizm, inne ingerencji we wspolzycie, jeszcze inne w jego "harmonogram". I kazdy moze sobie dobrac co mu najlepiej pasuje, swoj najwygodniejszy kompromis (czy lepiej sie podtruwac bez myslenia o dniach cyklu czy lepiej dzialanie swojego organizmu poddawac analizie i dostosowywac sie do tejze z bara-bara). Z moich obserwacji wynika, ze tzw. "otwartosc na zycie" nie jest wcale nieodlaczna czescia NPRu. Najbardziej "fanatyczne" odkladaczki jakie znam odkladaja wlasnie z czystym NPRem. Pewnie jakies znaczenie ma tez fakt, ze ewentualna ciaze traktuja nie tylko jako "zamach" na swoje zyciowe plany, ale takze jako zamach na wysoka skutecznosc metod naturalnych. Metody naturalne maja mase bardzo istotnych zalet (krotko- i dlugofalowych). Nie zgadzam sie jednak, ze jedna z nich jest wyzszosc moralna. A chyba stad sie biora te ostre reakcje, kiedy sie mowi, ze NPR jest "naturalna antykoncpecja". Byc moze to wyrazenie jest niefortunne (a nade wszystko niezgodne z definicjami WHO), ale chyba oburzone reakcje jakie wywoluje wynikaja wlasnie z tego, ze wiele osob stosujacych NPR lubi o sobie myslec, ze nigdy nie dzialaja przeciw poczeciu (ani nawet naturze). Czyli, ze zyja lepiej (w moralnym sensie) niz inni (ci od antykoncpecji). Ja uwazam, ze kazdy ma prawo nie chcec dziecka (na razie czy nawet w ogole) i nie ma co do tego dorabiac ideologii o plodnosci aktu w III fazie (ktora to nie odnotowala poczecia w historii medycyny).
  • dorah 22 Kwi 14:45

    "Jaka jest różnica między założeniem prezerwatywy a powstrzymaniem się przed współżyciem, jeżeli celem jest uniknięcie zapłodnienia?" Różnica jest kolosalna. W pierwszym przypadku podejmujemy dwa działania wzajemnie się wykluczające: czyli działanie seksualne, którego naturalną konsekwencją może być poczęcie nowego życia. I drugie działanie mające na celu uniemożliwienie tej konsekswencji. Natomiast abstynencja seksualna jest brakiem działania. Nierobienie niczego nie jest tym samym, co robienie czegoś i likwidowanie skutków tego robienia. I absolutnie nie zgodzę się z takimi teoriami, że abstynencja jest niezgodna z naturą, albo jest jakąś walką z naturą. Antykoncepcja jest walka z naturą. Abstynencja jest wyborem braku działania. Brak działania nie może być walką. Człowiek nie jest zdeterminowany przez popędy. Naturą człowieka jest podejmowanie decyzji i czynów według świadomego wyboru. I postępowanie według instynktów jest dla niego "nienaturalne" Dzieci nie spadają na nas jak grom z jasnego nieba, tylko ich poczęcie wymaga podjęcia działania i to ścisłe określonego. Nie podejmowanie tego działania nie jest działaniem "przeciw poczęciu", bo działania nie ma po prostu. Nie robiąc nic, nie przeciwdziałamy niczemu. A już na pewno nie poczęciu, do którego jest potrzebne działanie właśnie. Wrzucanie do jednego worka postawy antykoncepcyjnej (czyli podjęcia działań seksualnych i walki z ich skutkami) oraz postawy akceptacji płodności i brania za nią odpowiedzialności, jest ogromnym błędem merytorycznym i niesprawiedliwością po prostu.
  • AgaSobczak 22 Kwi 14:55

    Myślę że to stwierdzenie dużo na wyrost : bo kiedy nie dojdzie do poczęcia w 100 procentach? Kiedy się nie współżyje lub jeśli jest się w ciąży - czyli że osoby które nie współżyją w ogóle lub współżyją w czasie błogosławionym także działają antykoncepcyjnie?
  • siciurynka 22 Kwi 15:01

    Nie no, jest różnica między wstrzemięźliwością w dniach płodnych a stosowaniem prezerwatyw, lub środków hormonalnych. Jednak kiedy się nie współżyje, to nic się nie dzieje - żaden plemnik, a w nim potencjalne życie, nie jest "marnowany". I w tym sensie jest wyższość moralna. Jasne, że zaraz myśli się, że przecież w trzeciej fazie plemniki też nie docierają do komórki jajowej, więc też się marnują, ale można by w ten sposób dojść do jakiejś paranoi, np, gdy para współżyje w dniach płodnych, a do zapłodnienia nie dojdzie - też się marnują ;) Nie chodzi o dorabianie ideologii, tylko życie ideologią. Konsekwencja - chcesz dziecko - współżyj bez ograniczeń, nie chcesz dziecka - nie współżyj, kiedy wiesz, że do tego może dojść. Nawet Kościół, który jest bardzo ostrożny, jeśli chodzi o seks nie widzi w NPRze antykoncepcji. Aczkolwiek przypomina, że może się nią stać, jeśli jest stosowane ze złych motywów.
  • inez 22 Kwi 16:27

    Zgadzam się w 100%.
  • Ewasmerf 22 Kwi 16:45

    W 100% podpisuje sie pod tym co napisala Konwalijka, nic dodac nic ujac
  • camerondiaz 22 Kwi 18:47

    Ja rozróżniam po prostu dwie postawy: tą osławiona otwartość na życie lub jej brak. Moge stosować NPR panicznie bojąc się ciaży, wspołzyc tylko w 3 fazie i truchleć ze strachu na myśl że mogłabym "wpaść" - co wpływa znacząco na współzycie i relacje miedzy małzonkami. Mogę też stosować prezerwatywy, cieszyć się swoim małżeństwem i spokojnie planować poczęcie za rok lub dwa. Zresztą prezerwatywa nie daje 100% pewnosci ze do poczęcia nie dojdzie, wiec nie uwazam zebym stosujac ja była "zamknieta na zycie". Natomiast czym innym jest dla mnie stosowanie antykoncepcji hormonalnej - pigułek, spirali itd, bo tu już wpływam na swoje zdrowie i moge mu bardzo zaszkodzić. Wiem że to niezgodne z nauczaniem kościoła, znam argumenty KK, ale po prostu się z nimi nie zgadzam. Obecnie akurat nie unikam poczęcia, wiec nie mam problemu, ale przypuszczam że w przyszlości bedę poza MPR stosować też prezerwatywy.
  • dorah 22 Kwi 19:07

    Unikanie poczęcia nie jest tym samym, co działanie anti concepio, czyli przeciw poczęciu. I nie można tu stawiać znaku równości.
  • norah 22 Kwi 20:14

    Nie podejmowanie współżycia w dni płodne to inaczej bierność w dni płodne a bierności nie można nazwać działaniem przeciw poczęciu. Poza tym, jeśli stosuje się inne środki do unikania poczęcia tj. prezerwatywa czy tabletki hormonalne, to stosuje się je przez cały czas trwania cyklu - niezależnie od tego czy jest to faza płodna czy nie, stąd można wyciągnąć wniosek iż osoby stosujące metody NPR są bardziej otwarte na nowe życie.
  • norah 22 Kwi 20:25

    chciałabym dodać jeszcze, iż spotkałam wiele osób stosujących tabletki antykoncepcyjne, w swej ignorancji i naiwności nie zdające sobie sprawy z dokładnego działania przyjmowanych środków - mam tu na myśli możliwość zaistnienia sytuacji, gdy pomimo przyjmowanej tabletki do zapłodnienia jednak dochodzi, zarodek jednak nie ma możliwości zagnieździć się w macicy, gdyż tu również działa tabletka i dochodzi do wczesnego poronienia. W takim przypadku metoda antykoncepcyjna staje się środkiem wczesnoporonnym i - nie bójmy się nazwać tego po imieniu - jest to aborcja. W jednym z powyższych komentarzy pojawia się krytyczna wypowiedź na temat kobiet stosujących NPR i uważających się za lepsze, nie chodzi tu o to, kto jest lepszy, takie wartościowanie jest zupełnie nie na miejscu, ale chodzi o świadomość, odpowiedzialność i moralność.
  • KasiulaPotka 22 Kwi 22:03

    Zgadzam się z tym co napisały Siciurynka i Dorah. Człowiek ma rozum i powinien się nim posługiwać, bo po to mu został dany. Jeśli rozum podpowiada małżeństwu, że w takich a nie innych warunkach mogą wychować np tylko 2 dzieci, nie więcej, to jeśli biorą odpowiedzialnośc za swoje działanie i za przyszłe dziecko, które może się począć, to nie będą współżyć w dni płodne, ale w dni kiedy para jest niepłodna. Dla mnie ta 3 faza jest dana małżeństwu jakby w nagrodę, żeby mogli się sobą nacieszyć i być dla siebie.
  • baba-j-aga 22 Kwi 23:37

    Nie współżyjąc w okresie płodnym nie marnuje się plemników, ale komórki jajowe już tak ;)
  • Dotia 22 Kwi 23:51

    Zgadzam się z Dorah - unikanie poczęcia nie jest tym samym co działanie przeciw poczęciu. To, że unikam poczęcia nie podejmując współżycia w danych dniach (za obopólną zgodą małżonków oczywiście) nie czyni nikomu krzywdy. Cały akt, podjęty nawet w dniach niepłodnych, przebiega zgodnie z naturą i fizjologią człowieka - sperma trafia do pochwy, najdelikatniejsze i najintymniejsze części ciał małżonków są w bezpośrednim kontakcie dając sobie to co mają najlepsze. Nie ma tu żadnego działania PRZECIW!
  • Love_line 23 Kwi 01:33

    A ja chciałam poruszyć inna kwestię tych 'działań'. Kwestię religijną. Oto, czego moi znajomi dowiedzieli się na kursie przedmałżeńskim: *jeśli niewspółżyją w dni płodne, bo nie planują mieć dzieci, to maja grzech *jeśli w ogóle nie chcą mieć dzieci-maja grzech *jeśli współżyją w dni niepłodne, to tez mają grzech, bo wtedy nie dojdzie do zapłodnienia i co o tym mamy mysleć? Czy nie mamy prawa miec dzieci wtedy kiedy ich naprawdę pragniemy, kiedy już będziemy na nie gotowi i przygotowani? Dlaczego dzieje się tak, że wszystkie formy antykoncepcji (sztucznej) zostały przez Kościół odrzucone i zostaje odrzucane to, co nam tylko zostało? Czy to oznacza, że chcąc mieć dwójkę dzieci mogę współżyć około dwóch razy (przy trafieni na dni płodne)? Cynosiu, bardzo bym sie ucieszyła, aby powstał artykuł na ten temat, który by rozwiał te wszystkie wątpliwości i jasno powiedział, jakie działania Kościół uznaje za grzech i dlaczego.
  • Love_line 23 Kwi 01:36

    Dodam, że jestem osobą bardzo religijną i zależy mi na odkładaniu z nprem. Tylko czasem , zwłaszcza od znajomych którzy byli na różnych kursach przedmałżeńskich słyszę takie rzeczy, że szczęka opada... a nigdzie nie jest to jakoś jasno swierdzone, jak np 10 przykazań - każdy wie,żeby nie zabijać, szanowac ojca i matkę itd. a Tu? nic...
  • Lily 23 Kwi 02:25

    Love- daj namiary na ten kurs bo albo znajomi coś źle zrozumieli albo doszło do nadużycia ze strony prowadzących.
  • alar 23 Kwi 14:38

    Love_line Ktoś Ciebie w błąd wprowadził:) Często jest też tak, że te kursy do przygotwania w małżeństwie są "odwiedzane" na siłe, wiec często osoby, które tam idą, chcą słyszeć tylko to co chcą. Może być też tak, że Twoi znajomi coś przekręcili. Bo to by była dopiero nowina, że KK pozwala tylko 2 razy :D
  • asik 23 Kwi 15:35

    zgadzam siez dorah w100%
  • dorah 23 Kwi 15:37

    Love_line, trudno mi uwierzyć, że ktoś może tak uczyć. Choć często spotykam się z opiniami, że Kościół tak uczy. Na naukach dla narzeczonych jest temat "odpowiedzialne rodzicielstwo", na którym powinno się uświadomić, że małżonkowie mają nie tylko prawo ale i obowiązek świadomie planować poczęcie lub odkładać, kierując się "roztropnym namysłem" (HV). Z tego co się orientuję, autorka bloga nie ma żadnego przygotowania do tego, aby przedstawiać naukę Kościoła na ten temat. Mogłaby to zrobić jedynie osoba będąca absolwentem(tką) studiów poradnictwa rodzinnego. A jest ich na 28dni kilka.
  • dorah 23 Kwi 15:39

    Live polecam stronę: www.szansapotkania.net Jest chyba najbardziej wyczerpująca w tym temacie
  • sieciurynka 23 Kwi 19:28

    Zamiast słuchać wszystkowiedzących znajomych, lepiej odwołać się do bardziej kompetentnych instancji. Można np czytać książki, np. "We dwoje do nieba" pana Nosowskiego, "Akt małżeński" ojca Knotza i w ogóle publikacje ojca Knotza. Swoją drogą, tyle tego o współżyciu wydaje, że chyba musi non stop siedzieć i pisać ;)
  • sieciurynka 23 Kwi 19:30

    przepraszam - "Parami do nieba"
  • Mimika 23 Kwi 22:56

    Powyżej zacytowałam opinię z blogu Cynosi. Całkowicie się z nią zgadzam. Naprawdę dużo czasu poświęciłam ostatnio na zgłębianie założeń NPR, rozumianego jako zgodnego z nauką Kościoła i nie dopatruję się w nich logiki. Rozumiem, że antykoncepcja hormonalna jest grzechem, bo może doprowadzać do nie zagnieżdzenia się zarodka. Rozumiem że używanie prezerwatywy jako środka zabezpieczającego w seksie przedmałżeńskim lub dla umożliwienia sobie innych rozwiązłych zachowań jest dla Kościoła grzechem. Ale stosowanie w małżeństwie wstrzęmieźliwości w II fazie, prezerwatywy w II fazie czy st. przerywanego w II fazie to dla mnie TO SAMO. Szczególnie bolesny jest dla mnie stosunek Kościoła do współżycia nakuzujący zakończenie go wytryskiem mężczyzny w łonie kobiety. To dla mnie niezrozumiały nakaz, a nazywanie takiego aktu komunią małżonków jest dla mnie niepojęte. To znaczy, to że taki akt może być piękny jest prawdziwe, ale to że inny nie, prawdziwe nie jest. U mnie pojawia się na wykresie serducho P również w III fazie. Kiedyś już pisałam o tym, że czasem zdarza się, że pierwsza doznaję przyjemności, wtedy kończymy współżycie na pieszczotach męża. Gdzie tu grzech?? Dziwne i nienaturalne wydawołyby mi się w takiej sytuacji kontynouwanie penetracji, kiedy ja nie mam już na to ochoty. W imię czego? W imię uświęconego wytrysku dopochwowego??
  • siciurynka 23 Kwi 23:39

    Jeżeli czegoś nie rozumiesz, to nie zatrzymuj się w tym miejscu, tylko szukaj odpowiedzi. Na przykład u mądrego księdza (mówię mądrego, bo księża, jak to ludzie są i mniej, i bardziej przygotowani do duszpasterstwa). Bardzo polecam zgłębianie tematu osobom uważających się za katolików. Niestety, ciągle wychodzi, jak katolicy niewiele wiedzą o swojej wierze, tradycji i, co gorsza, że zatrzymują się w momencie kryzysowym, w tym punkcie, który zaczyna uwierać. Komunia małżonków to rzeczywiście sprawa nieziemska i trudna do ogarnięcia umysłem, ale da się. Potrzeba tylko dobrych chęci, nie nastawiania się od razu negatywnie, no i porządnego przewodnika po tych kazamatach. Polecam nauki przedmałżeńskie u Dominikanów np. w Warszawie na Freta. Akt jest piękny, jeśli jest prawdziwy. A prawdziwy jest wtedy, gdy ludzie nie okłamują siebie, siebie nawzajem i swojej natury. I wiem, że dopóki się nie spróbuje, to się w to nie uwierzy, zawsze będzie się myślało, że seks jak to seks, jest przyjemny i tyle. A u chrześcijan seks to nie tylko seks, to też symbol wspólnoty, relacji, tego, co się razem przeszło, co się jeszcze razem przejdzie. Prezerwatywa po to, żeby po prostu było miło, kiedy się chce wydaje się taka prozaiczna i płytka... O orgazmie przeżywanym w połączeniu pisze pięknie ojciec Knotz. Naprawdę. Czy to aż takie straszne dla "wierzącego katolika" przeczytać chociaż jedną książkę i to o temacie, który dotyczy tak ważnej części naszego życia? Szkoda, że tak ogromna część wierzących zatrzymała się z wiedzą o swojej wierze na pierwszej komunii i paciorku.
  • Love_line 26 Kwi 01:23

    na szczęście na moim kursie przedmałżeńskim jest cudowna pani, która zachęca do współżycia i jednoczenia się małżonków:) i wcale nie naucza tak jak u tych znajomych:)
  • danap 26 Kwi 08:03

    Bardzo ciekawe]ie podejście. Też uważam, że świadome zaniechanie (współżycia) jest działaniem, czyli zgadzam się, iż celibat jest działaniem przeciw poczęciu.
  • artystka80 26 Kwi 09:11

    Ja całkowicie zgadzam się z Dorah. Nie jesteśmy zwierzętami i nie rządzą nami instynkty.Wstrzemięźliwość nie jest nienaturalna. Nie można aktu seksualnego oddzielać od odpowiedzialności za nowe życie. Byliśmy z mężem na rekolekcjach o.Knotza- POLECAMY :)
  • lechala 27 Kwi 01:02

    "Ale stosowanie w małżeństwie wstrzęmieźliwości w II fazie, prezerwatywy w II fazie czy st. przerywanego w II fazie to dla mnie TO SAMO. " Lekkie przegiecie... Zgadzam sie z opinia Dorah....Lepiej bym tego nie ujela. Pozdrawiam!
  • amwj 28 Kwi 00:15

    a ja Wam powiem, że my z mężem nie potrafimy być w tych sprawach tak przedmiotowi jak co niektórzy.. Chodzi mi o to, że nie godzi się to z naszą naturą powiedzieć sobie "dziś tego nie robimy bo to dni płodne, możemy za tydzień.." To jest trochę chore bo przecież współżycie jest na prawdę przyjemne właśnie w okresie około owulacyjnym i wtedy gdy akt miłosny jest spontaniczny!!! Nie jesteśmy chyba zaprogramowanymi maszynami..
  • chromdot 28 Kwi 00:38

    też nie zgadzam się z ograniczeniem "miejsca" wytrysku. komunia może realizować się w różny sposób. podkreślam różny, więc absolutnie nie wykluczając tego "podstawowego". Knotz jak rozumiem radzi nie przejmować się "wypadkami" i po prostu dążyć do pewnego typu zachowań. i rozumiem też że to określone miejsce wytrysku właśnie dotyczy "otwarcia się na życie". zawsze. za każdym razem. właśnie dlatego w fazie niepłodnej nie można używać prezerwatywy. tyle że uważam, że powinno się to zostawić sumieniu poszczególnych katolików. jeżeli współżyję w fazie niepłodnej gdzieś w trakcie - żeby wypróbować, albo urozmaicić powinnam mieć taką możliwość. nadużywanie tego żeby unikać poczęcia w momentach w których nie jestem pewna swojej interpretacji - byłoby dopiero moim zdaniem "złe". a tak nigdy nie dowiem się jak to jest "z gumką" :P
  • norah 29 Kwi 02:27

    Love_line - ja tez uważam, że to co znajomi Ci powiedzieli, to nie jest co co mówiła osoba prowadząca kurs, a jedynie to co błędnie zrozumieli. Niedawno moja znajoma powiedziała mi coś podobnego na kursie lecz o innym znaczeniu, osoba prowadząca kurs twierdziła, że "grzechem jest gdy małżonkowie, którzy nie planują dzieci współżyją w dni płodne!" Jest to logiczne - współżyjąc w dni płodne, albo stosują antykoncepcję, której kościół nie uznaje, albo są lekkomyślni i egoistyczni - kierują się zachciankami, a nie odpowiedzialnością za ewentualnie poczęte, a z góry niechciane dziecko. Ja na kurs przedmałżeński chodziłam w takim systemie - co kolejny temat, to inny kościół, i wszędzie trafiałam na mądrych księży, psychologów itd. ani razu nie spotkałam osoby, która prowadząc nauki przyjmowałaby jakieś niezrozumiałe, totalnie skrajne postawy.
  • norah 29 Kwi 02:35

    amwj - naprawdę Twoim zdaniem współżycie jest przyjemne tylko w płodne dni? a może w te dni jest po prostu najbardziej instynktownie podejmowane? siciurynka - święta prawda:)
  • amwj 30 Kwi 01:49

    nie uważam, że jest to przyjemne tylko w te dni, tylko że wtedy to są inne doznania, denerwują mnie kobiety, które o wszystkim muszą decydować i wszystko mieć zaplanowane.. gdzie dziś miejsce na prawdę? na spontaniczność? w takim sensie pisałam.. również siciurynka o tym pisała, że seks jest piękny gdy nie okłamujemy siebie ani swej natury. Podsumowując: świadome powstrzymywanie się od seksu to unikanie poczęcia, unikanie poczęcia to antykoncepcja, pozostają tylko różnice natury duchowej..
  • siciurynka 30 Kwi 19:52

    Tak, owszem, pisałam tak, ale w trochę innym kontekście. Tu próbujemy rozstrzygnąć (co jest chyba niemożliwe) z logicznego punktu widzenia, tak zupełnie na chłodno, czy odkładanie przy pomocy naturalnych metod rozpoznawania płodności to już antykoncepcja, czy jeszcze nie. Mówię, że to raczej niemożliwe, bo na nasze rozumowanie wpływają emocje, wartości, które wyznajemy i cała sprawa wymyka się logice, a wchodzi w sferę filozoficzną. Na mnie akurat wpływa bardzo wiara w jakiej żyję. Stąd mój sprzeciw wobec postawienia znaku równości między NPRem i antykoncepcją. Ale bardziej, niż takie rozważania interesuje mnie to, czy w głębi duszy traktuję wiedzę o swojej biologii jako prezerwatywę "załatwiającą" problem jakiegoś tam dziecka, którego nie chcę, czy jako oznakę szacunku dla dziecka, które chcę i chcę, aby było poczęte z miłości i ani przez sekundę nie czuło się niechciane lub pomyłką przy wyliczeniach. To wszystko jest bardzo kruche i trudno postawić jasną granicę, tak dla innych. Dlatego napisałam, że dla mnie antykoncepcja jest nie w rozumowaniu, a w sumieniu, sercu każdego człowieka.
  • Anek 27 Gru 16:37

    oj ten nasz kochany język polski ;) A ja jak chcę ominąć filozofię, emocje, światopogląd szukam najgłębszego sensu słów. Ich pierwotnego znaczenia bez nacechowania emocjonalnego. Zwykle się sprawdza w wielu dziedzinach. A zatem wg Słownika wyrazów obcych Kopalińskiego: ANTY-, ANTI- (przed samogł. często: ANT-) w złożeniach: przeciw (fizycznie a. moralnie); opozycyjny, wrogi, rywalizujący; nie-; przeciwległy, odwrotny; (o lekach itp.) przeciw(chorobowy), leczący, usuwający (objawy). Etym. - gr. anti '(na)przeciw'. Słownik języka polskiego: 'UNIKAĆ'-starać się nie stykać z kimś lub czymś, stronić, trzymać się z daleka Wyobrażam to sobie tak: Idąc, powiedzmy w lesie, napotykam przeszkodę (w tej przenośni - niechciane czy niezaplanowane poczęcie). I mam do wyboru: 1) unikam i omijam z daleka, nie stykam z nią wg definicji, nie wchodzę na nią, nie wychodzę naprzeciw (a więc w tej przenośni - nie współżyję) 2) wchodzę na nią,wychodzę jej na przeciw, walczę z nią, rywalizuję wg definicji Kopalińskiego (zatem działam przeciw-koncepcyjnie) Język polski nijak nie stawia równości między tymi definicjami. Natomiast niektórzy je zrównują, mając na myśli cel - brak poczęcia. Podkreślam słowo BRAK. Brak to nie to samo, co uniknięcie, ani nie to samo, co działanie przeciw. Brak to po prostu brak. A uniknięcie czy działanie przeciw to drogi do tego BRAKU. Możemy spokojnie powiedzieć, że skrajne drogi - właśnie ze względu na definicję, a nie kontekst społeczny czy moralny.
  • kobieta*żona* mama* 03 Sty 16:52

    Niesmaczna jest ingerencja kościoła w pożycie małżeńskie, w sposób, jaki małżeństwo kieruje swoją płodnością. Jest to niezwykle intymna i delikatna strona życia małżeńskiego.
  • lilijeczka 15 Mar 10:22

    Antykoncepcja to SWIADOME unikanie poczecia. Czy jest to nienaturalne (gumki, tabletki) czy naturalne (swiadome unikanie seksu) jest to antykoncepcja. Blagam nie mowcie, ze brak dzialania, czyli brak wspolzycia to nie antykoncepcja. Brak wspolzycia to rowniez jakies dzialanie, a nawet swiadome dzialanie aby dzieciatka nie splodzic. O nieswiadomym dzialaniu mozla mowic, jesli kobieta sie nie obserwuje, nie wie czy jest w fazie plodnej. Nieswiadome dzialanie badz brak antykoncepcji to dla mnie dziecko rok po roku az do przekwiatania kobiety. Od chwili, gdy wiesz, kiedy jestes plodna, od chwili, kiedy jestes swiadoma swojej plodnosci i unikasz badz po prostu nie robisz nic (swiadomie) JEST TO ANTYKONCEPCJA. I to jest fakt. Jedyne o czym mozemy mowic to naturalna badz nienaturalna.

Aby dodać komentarz musisz być zarejestrowanym użytkownikiem 28dni. Zarejestruj się